Historia NUMARE
Masaż tajski, którego nie da się podrobić - historia NUMARE i pierwsze trzy miesiące w Opolu
Masaż tajski - dlaczego to samo słowo znaczy dwie różne rzeczy
Masaż tajski można dziś zamówić niemal w każdym większym mieście w Polsce. Słowo na szyldzie jest wszędzie to samo. Doświadczenie - już niekoniecznie.
Większość z nas nie ma tego jak sprawdzić. Nie mamy porównania, więc przyjmujemy to, co dostajemy, za obowiązującą wersję.
NUMARE powstało dlatego, że ktoś to porównanie miał.

Właściciele NUMARE - dzień ślubu
Niedługo po ślubie właściciel NUMARE chciał sprawić żonie przyjemność. Pochodzi z Tajlandii, tęskniła za domem - wybór wydawał się oczywisty. Kupił jej masaż w salonie, który miał w nazwie właściwe słowo.
Wróciła i powiedziała mu, łagodnie, ale bez wahania, że to nie był prawdziwy tajski masaż.
Nie chodziło o to, kto wykonywał zabieg. Chodziło o technikę, o przygotowanie i o sposób pracy - o wszystko, czego nie widać na zdjęciach i czego nie słychać w nazwie.
Z rozmowy, która wywiązała się tamtego wieczoru, wziął się pomysł na miejsce, które dziś działa w Opolu przy ulicy Domańskiego.
Jego nazwa powstała jednak znacznie wcześniej - w zupełnie innej rozmowie i z zupełnie innego powodu.
Nazwa, której nie dało się wymówić
Większość marek dostaje nazwę na spotkaniu albo od agencji. NUMARE dostało swoją w domu, zanim ktokolwiek pomyślał o otwieraniu salonu.
Żona właściciela pochodzi z Nong Bua Daeng (หนองบัวแดง) w prowincji Chaiyaphum. Dla niej ta nazwa jest tak zwyczajna jak dla nas nazwa własnej ulicy. Dla jej polskiego męża - zdecydowanie mniej.
Próbował wielokrotnie. Za każdym razem wychodziło coś innego. W końcu przestał walczyć i zaczął mówić po swojemu: „NUMARE”.
To nie jest tajskie słowo. Nie ma znaczenia ani tłumaczenia. Było ich prywatnym językiem - jednym z tych słów, które powstają między dwojgiem ludzi i nie znaczą nic dla nikogo poza nimi.
Aż żona powiedziała: skoro i tak nie potrafisz tego wymówić, niech zostanie NUMARE.
I zostało - najpierw między nimi, a potem na szyldzie salonu w Opolu.
Kiedy więc ktoś pyta, co oznacza NUMARE, odpowiedź jest nietypowa: nie oznacza nic w żadnym języku. To słowo, które dwoje ludzi wymyśliło dla siebie - i które niedługo potem nazwało ich wspólne miejsce.
Nong Bua Daeng - Tajlandia, której nie ma w folderach biur podróży
Chaiyaphum leży w Isanie, na północnym wschodzie Tajlandii. To zupełnie inne oblicze kraju niż to znane z turystycznych pocztówek. Nie ma tu plaż Phuketu ani zgiełku Bangkoku. Jest za to prawdziwa, naturalna Tajlandia – rozległe pola, góry, lasy, parki narodowe i niewielkie miejscowości, w których życie płynie spokojniejszym rytmem.
Isan jest regionem mocno związanym z naturą, rolnictwem, lokalnymi tradycjami i rodzinnymi biznesami. Obok gospodarstw działają tu dobrze prosperujące lokalne firmy, sklepy i hurtownie prowadzone często przez rodziny od wielu lat. To właśnie z takiej przedsiębiorczej rodziny pochodzi żona właściciela NUMARE.
Chaiyaphum zachwyca przede wszystkim przestrzenią, zielenią i krajobrazami. To Tajlandia mniej znana europejskim turystom, ale dzięki temu zachowująca bardzo autentyczny, lokalny charakter.
To dlatego przetrwały tu rzeczy, które gdzie indziej wyparła obsługa ruchu turystycznego.
W kurortach masaż skrócił się do wersji przyjaznej dla gościa z samolotu - krótszej, łagodniejszej, bez trudnych miejsc. W domach na prowincji przekazuje się go nadal w całości. Wolniej. Dokładniej. Z naciskiem na to, żeby coś naprawdę puściło, a nie żeby było miło.
Stąd bierze się też reszta - drobiazgi, których nie kupuje się razem z wyposażeniem gabinetu. Sposób witania gościa. Rytm rozmowy. To, co podaje się do ręki, kiedy już po wszystkim.
O tym ostatnim piszemy niżej osobno, bo pytacie o to najczęściej ze wszystkiego.
Pomysł, który nie miał być biznesem
Wróćmy do tamtego wieczoru.
Rozmowa mogła skończyć się na narzekaniu. Skończyła się na pytaniu:
A gdyby stworzyć miejsce, w którym ludzie poznają tajski masaż naprawdę?
Nie salon z odpowiednim słowem w nazwie. Miejsce, w którym tajskie pochodzenie widać w technice. W przygotowaniu masażystek. W tym, jak wita się gościa i czego się mu nie robi.
Pomysł zaczął zamieniać się w plan. Plan - w remont, umowy i rozmowy kwalifikacyjne prowadzone po tajsku.
Ona wniosła Tajlandię i twarde kryterium tego, co jest prawdziwe. On - upór i, zupełnie nieświadomie, nazwę.
22 czerwca 2026 roku otworzyli drzwi.

Recepcja NUMARE - tu zaczyna się każda wizyta.
Czym tajski masaż różni się od zabiegu z „Thai” w nazwie
To pytanie wraca u nas w recepcji najczęściej. Odpowiedź jest konkretna i da się ją sprawdzić na własnym ciele.
Tradycyjny masaż tajski to zabieg suchy, wykonywany bez olejku. Terapeutka pracuje wzdłuż linii energetycznych ciała, zwanych Sen, łącząc rytmiczną akupresurę dłońmi, kciukami, łokciami i stopami z asystowanym rozciąganiem inspirowanym jogą. Leżysz okryty, na łóżku przeznaczonym do tego zabiegu. Całość ma swoją sekwencję i rytm - to nie jest zestaw przypadkowych ruchów.
Po czym poznasz, że trafiłeś na prawdziwą rzecz:
ucisk idzie wzdłuż linii Sen, a nie po przypadkowych partiach mięśni
terapeutka używa dłoni, kciuków, łokci i stóp, a nie samych dłoni
pojawia się asystowane rozciąganie - pozycje, do których sam byś się nie ułożył
zabieg ma powtarzalną sekwencję, a nie improwizację
jest suchy, bez olejku - olejek należy do osobnej rodziny zabiegów
trwa co najmniej godzinę, bo w krótszym czasie nie da się przejść całej sekwencji
osoba, która go wykonuje, uczyła się tej techniki latami, a nie na weekendowym kursie

Asystowane rozciąganie - pozycje, do których sam byś się nie ułożył.
A co z masażami olejowymi?
Olejowe są równie tajskie, tylko należą do innej rodziny zabiegów. Pracuje się w nich olejkiem, długimi i płynnymi ruchami, z mniejszym naciskiem na rozciąganie. To dobry wybór, jeśli szukasz przede wszystkim wyciszenia, a nie intensywnej pracy nad napięciem.

Masaż gorącymi kamieniami - jedna z olejowych ścieżek w naszej karcie.
W NUMARE prowadzimy obie ścieżki. Tradycyjny masaż tajski jest podstawą karty, obok niego stoją zabiegi olejowe, gorące kamienie i stemple ziołowe. Jeśli nie wiesz, co wybrać, powiedz w recepcji, czego potrzebujesz - od tego zaczynamy rozmowę, a nie od cennika.
Tradycja, która ma status dziedzictwa ludzkości
Nuad Thai = tradycyjny masaż tajski - został w 2019 roku wpisany na Reprezentatywną Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości UNESCO (wpis na liście UNESCO). Na tę samą listę dziedzictwa niematerialnego trafiają praktyki, które społeczności przekazują z pokolenia na pokolenie - a nie techniki wymyślone współcześnie.
To nie jest ozdobnik marketingowy. Wpis oznacza, że mówimy o usystematyzowanej praktyce z własną teorią, terminologią i ścieżką nauki, a nie o zbiorze chwytów. W Tajlandii masażu tajskiego uczy się w szkołach z programem i egzaminami, a nie na weekendowym kursie.
Tradycja przypisuje początki tej praktyki lekarzowi o imieniu Jivaka Komarabhacca, postaci związanej z wczesnym buddyzmem - stąd obecna do dziś w wielu szkołach formuła wdzięczności wypowiadana przed zabiegiem. Historycy spierają się o daty, ale zgadzają się co do jednego: to system przekazywany ustnie i z rąk do rąk przez wieki, a nie wynalazek branży spa.
Dlatego przy doborze zespołu pytanie „gdzie się uczyłaś” jest u nas ważniejsze od każdego innego.
Trzy miesiące w Opolu - co wydarzyło się od otwarcia
Salon otworzyliśmy 22 czerwca 2026 roku. Pierwsze tygodnie zeszły na sprawdzaniu, czy to, co wymyśliliśmy na papierze, działa na żywym organizmie. Kilka rzeczy zaskoczyło nas samych.
Promocję otwarcia trzeba było przedłużyć
Na start przygotowaliśmy rabat i prezent dla pierwszych Gości. Zainteresowanie okazało się większe, niż zakładaliśmy - tyle osób pytało, czy zdąży jeszcze skorzystać, że przedłużyliśmy promocję. To był pierwszy sygnał, że w Opolu brakowało miejsca tego rodzaju.
Karta była kompletna od pierwszego dnia
Nie otwieraliśmy się z kilkoma zabiegami, żeby dokładać kolejne po drodze. Pełna oferta - ponad dwadzieścia pozycji, od krótkich rytuałów po trzygodzinne ceremonie - stała w karcie 22 czerwca i nie zmieniła się do dziś.
To nie jest przypadek. Miejsce, które ma pokazywać tajski masaż w całej rozpiętości, nie może zaczynać od wersji okrojonej i dopowiadać reszty przez rok. Zmienia się sezonowy zabieg miesiąca - reszta jest od początku ta sama.
Ceremonie dla dwojga okazały się mocniejsze, niż zakładaliśmy
Un Ai Rak = masaż dla dwojga z szampanem i talerzem sezonowych owoców, w wersjach 60, 90 i 120 minut, od 490 zł. Z pytań Gości wzięła się też Królewska Ceremonia Urodzinowa Vela: masaż całego ciała, kąpiel w prywatnej wannie z hydromasażem, tort i kieliszek szampana.
Pojawiły się bony i Klub
We wrześniu ruszył sklep z bonami - bo ludzie zaczęli prosić o możliwość podarowania wizyty komuś bliskiemu, zanim w ogóle mieliśmy do tego narzędzie. Równolegle powstał Klub NUMARE dla osób, które wracają regularnie.
Karty lojalnościowe dla wracających
Już w lipcu okazało się, że spora część Gości wraca. Wprowadziliśmy więc karty lojalnościowe: sześć wizyt na dowolne masaże z karty, a siódmy w połowie ceny. Pierwsze karty rozdaliśmy osobom, które odwiedziły nas w pierwszych tygodniach.
Masaż sezonowy i SABAI ALOE
Pod koniec lata doszedł masaż sezonowy - zabieg zmieniany wraz z porą roku. Pierwszym został SABAI ALOE: dziewięćdziesięciominutowy tajski masaż olejowy z aloesem, przygotowany z myślą o skórze po lecie - po słońcu, upałach i klimatyzacji.
Obraz, którego się nie spodziewaliśmy
We wrześniu trafiło do nas coś, czego nie dało się zaplanować: obraz stworzony specjalnie dla NUMARE przez lokalnego artystę. Każdy detal w salonie ma swoje miejsce i historię, ale ten przyszedł z zewnątrz - od kogoś, kto po prostu chciał dodać coś od siebie.

Obraz z lotosem w salonie NUMARE — oryginalne zdjęcie z relacji zza kulis.
Ten moment udało się uwiecznić, bo akurat trwała u nas sesja zdjęciowa i kamera była pod ręką. Na nagraniu z kulis widać obie rzeczy naraz: jak powstają nasze materiały i jak obraz staje pod ścianą z podświetlanym złotym lotosem - tą samą, która wita Gości przy wejściu. Lotos na płótnie i lotos na ścianie spotkały się przypadkiem. Nikt tego nie ustawiał.
Takie kulisy pokazujemy regularnie na Facebooku i Instagramie. Zdjęcia i filmy, które widzisz na stronie, powstają u nas, w tych samych gabinetach, w których przyjmujemy Gości - a nie w wynajętym studiu z rekwizytami.
Opinie
Dziś mamy 189 opinii w wizytówce Google i średnią ocenę 5,0. Pod koniec sierpnia, dwa miesiące po otwarciu, przekroczyliśmy sto opinii. Sprawdzamy tę liczbę częściej niż jakąkolwiek inną - bo w tej branży nie da się jej kupić ani przyspieszyć. Każda z nich to ktoś, kto wyszedł z salonu i uznał, że warto poświęcić chwilę na napisanie kilku zdań. Najczęściej wracają w nich trzy rzeczy - i wszystkie trzy są dokładnie tym, o co nam chodziło.
Technika dopasowana do ciała, nie do cennika.„Pierwszy raz spotkałam się z tak indywidualnym podejściem do klienta. Masażystka dostosowała technikę masażu do aktualnych potrzeb mojego ciała.” - Aleksandra P.
Terapeutki z imienia. „Bardzo jestem zadowolona i zaskoczona profesjonalnym, uważnym i indywidualnym podejściem w masażu przez Lindę.” - opinia z sierpnia. Katy, Sari i Linda pojawiają się w opiniach z imienia regularnie, a to dla nas najlepszy dowód, że wizyta zapada w pamięć jako spotkanie z człowiekiem, a nie jako usługa.
Goście zza granicy. „Masáž byla super.” - Pavel Š. Opole leży na tyle blisko granicy, że część Gości przyjeżdża do nas z Czech.
Gabinety nazwane od tajskich miast
Salon zbudowaliśmy wokół jednego założenia: masaż nie zaczyna się w momencie położenia się na łóżku, tylko przy drzwiach.
Gabinety noszą nazwy tajskich miast - Phuket, Chiang Mai, Bangkok. Każdy ma inny charakter. Bangkok ma dwa łóżka i jest przygotowany pod zabiegi dla dwojga.



Do tego dochodzą rzeczy, których zwykle nie ma w salonie tej wielkości: prywatna wanna z hydromasażem, kameralne gabinety bez przechodniego ruchu, olejki sprowadzane bezpośrednio z Tajlandii - w tym Orchid Gold.

Prywatna wanna z hydromasażem.
A najczęstsza reakcja dotyczy czegoś znacznie prostszego. Nikt nie mija się w korytarzu w szlafroku.
Brzmi błaho, dopóki nie jest się osobą, która pierwszy raz idzie na masaż i nie wie, czego się spodziewać. Prywatność okazała się jedną z dwóch rzeczy, o które Goście pytają jeszcze przed rezerwacją.
Napar z pandanu - rytuał, który zaczyna się po masażu
Drugą rzeczą, o którą Goście pytają najczęściej, jest herbata.
Po zabiegu podajemy ciepły napar z liści pandanu (ใบเตย, bai toey). Pytanie „co to za herbata, ma zupełnie inny smak i zapach” słyszymy prawie codziennie.
Pandan to roślina o długich, intensywnie zielonych liściach, używana w tajskiej kuchni od pokoleń - do napojów, deserów i potraw. Dla naszej rodziny w Tajlandii nie jest niczym egzotycznym. Rośnie w ogrodzie przy domu.
Przygotowanie jest proste i dlatego nie da się go przyspieszyć:
liście są zbierane i oczyszczane
kroi się je na mniejsze kawałki
suszy - to ten etap decyduje, czy aromat zostanie zachowany
kilka kawałków zalewa się gorącą wodą i czeka, aż powoli oddadzą zapach
Powstaje delikatny napar o łagodnym smaku i zapachu, którego nie da się pomylić z niczym innym.
Podajemy go z prostego powodu. NUMARE od początku miało być czymś więcej niż miejscem, w którym wykonuje się masaż. Filiżanka pandanu nie jest dodatkiem do usługi - jest ostatnim elementem rytuału i jedynym, który możesz zabrać ze sobą w pamięci smaku.
Następnym razem po masażu zostań jeszcze chwilę. Usiądź i spróbuj.
Ile kosztuje masaż tajski i jak umówić wizytę
Cena zależy od rodzaju zabiegu i czasu trwania - masaż tajski w wersji godzinnej i trzygodzinna ceremonia to dwie różne rzeczy. Aktualne stawki wszystkich zabiegów znajdziesz w cenniku, a autorskie rytuały opisaliśmy osobno w sekcji ceremonii SPA.
Kilka praktycznych rzeczy, o które pytacie przed pierwszą wizytą:
przyjdź 10–15 minut wcześniej - przed zabiegiem jest krótka rozmowa o tym, czego potrzebujesz
nie jedz obficie bezpośrednio przed masażem
powiedz o kontuzjach, ciąży i chorobach przewlekłych - to zmienia dobór technik
ręczniki dostajesz na miejscu, nie musisz nic przynosić
Jesteśmy otwarci codziennie od 11:00 do 21:00 przy ul. Domańskiego 115, lok. 3 w Opolu. Wizytę umówisz przez rezerwację online albo telefonicznie pod numerem 788 818 777.
Jeśli szukasz prezentu, bony na wszystkie zabiegi są w sklepie, a osobom wracającym regularnie proponujemy Klub NUMARE.
Cała oferta i dojazd: masaż tajski Opole.
Trzy miesiące to dopiero początek
Z małego żartu między dwojgiem ludzi powstała nazwa.
Z jednej nieudanej niespodzianki - pomysł.
A z połączenia dwóch kultur miejsce, które od 22 czerwca działa w Opolu.
Przez pierwsze trzy miesiące nauczyliśmy się jednej rzeczy: ludzie rozpoznają różnicę. Nie zawsze potrafią ją nazwać - mówią „coś tu jest inaczej” albo „nie spodziewałam się, że tak to wygląda”. Ale czują ją po pierwszym zabiegu.
Sto osiemdziesiąt dziewięć opinii przy średniej 5,0 to dla nas tyle samo potwierdzeń, że warto było nie iść na skróty.
Nong Bua Daeng jest stąd daleko. Ale kiedy zalewamy pandan gorącą wodą, robi się o jedną filiżankę bliżej.
Z Tajlandii. Z miłości. Z prawdziwej historii.
Jeśli chcesz sprawdzić tę różnicę na sobie - zarezerwuj wizytę albo zadzwoń pod 788 818 777. Powiedz, czego dziś potrzebujesz. Resztę dobierzemy razem.
FAQ
Najczęściej zadawane pytania
Co to jest masaż tajski?
Masaż tajski to tradycyjna technika pracy z ciałem, wykonywana bez olejku. Terapeutka łączy rytmiczną akupresurę wzdłuż linii energetycznych Sen - dłońmi, kciukami, łokciami i stopami - z asystowanym rozciąganiem inspirowanym jogą. Leżysz okryty, na łóżku przeznaczonym do tego zabiegu.
Czy masaż tajski boli?
Nie powinien. Tradycyjny masaż tajski bywa intensywny i przy dużym napięciu mięśniowym czuć wyraźny ucisk, ale siła jest dobierana do Ciebie. Jeśli zabieg sprawia ból, powiedz o tym od razu - terapeutka zmieni intensywność.
Ile trwa masaż tajski?
Najczęściej od 60 do 120 minut. Poniżej godziny nie da się przejść pełnej sekwencji, dlatego krótsze warianty traktujemy jako zabiegi uzupełniające, a nie skrócony masaż tajski.
Czym masaż tajski różni się od klasycznego?
Klasyczny pracuje olejkiem, głównie dłońmi i przede wszystkim na mięśniach. Tajski jest suchy, prowadzi ucisk wzdłuż linii Sen, angażuje łokcie i stopy terapeutki i dokłada rozciąganie, którego w klasycznym nie ma.
Czy trzeba się rozbierać do masażu tajskiego?
Jesteś okryty przez cały czas trwania zabiegu. Ręczniki dostajesz na miejscu, nie musisz nic przynosić.
Jak często można korzystać z masażu tajskiego?
Przy zwykłym napięciu z pracy i stresu raz na dwa–cztery tygodnie jest rozsądnym rytmem. Przy konkretnym problemie z napięciem terapeutka może zaproponować krótszą przerwę między wizytami.
Kto nie powinien korzystać z masażu tajskiego?
Istnieją przeciwwskazania - między innymi świeże urazy, stany zapalne, niektóre choroby układu krążenia i ciąża, przy której dobiera się osobne, łagodniejsze techniki. Dlatego przed zabiegiem zawsze pytamy o stan zdrowia.

